The Flip Flop Squad

A couple travelling the whole world with a drone, sending "besos" along the way :)

“Niech moi ludzie idą surfować” – o tym, że da się inaczej

“Niech moi ludzie idą surfować” – o tym, że da się inaczej

Zaczęło się od czerwonej kurtki.

Kurtka miała być z gatunku tych praktycznych, w góry – ciepła, ale przy tym cienka i zwijająca się w niepozorną kosteczkę. Ale przy tym była pięknie wyprofilowana, wykonana z organicznej bawełny, w cudnym kolorze. Źródłem wielkiej radości było dla mnie logo, nie dlatego, że jestem łasa na marki, ale dlatego, że przedstawiało Fitz Roy – majestatyczną górę, która skradła moje serce podczas pobytu w argentyńskiej części Patagonii. Zaczęłam czytać o marce Patagonia, nie spodziewając się, że bedzie to dla mnie niekończące się źródło inspiracji. Firma bardzo konsekwentnie utrzymuje wizerunek przedsiębiorstwa przyjaznego środowisku naturalnemu oraz aktywnie angażuje się w ochronę środowiska. Przykłady? Od 1996 roku do produkcji swoich ubrań zaczęła używać wyłącznie organicznej bawełny (bawełna naturalna to tkanina najbardziej zanieczyszczająca środowisko. Surprise!) . Ta zmiana była gigantycznym wyzwaniem logistycznym, ale to nie zniechęciło firmy. Od 1985 roku Patagonia przekazuje 1% swoich przychodów na rzecz ochrony przyrody, do 2007 uzbierała się z tego suma 29 milionów dolarów. Robi wrażenie? To dopiero początek.

Na nazwisko Chouinard (założyciel marki) natrafiałam jeszcze wielokrotnie, zgłębiając  temat ochrony przyrody i walki ze zjawiskiem fast fashion . Aż w końcu wpadła mi w ręce książka napisana przez samego Chouinarda, o bardzo chwytliwym tytule „Let my people go surfing” („Niech moi ludzie idą surfować”). Książka ta pokazuje, że jeśli firma prowadzona jest przez osobę silnie wyznajacą ważne wartości, to może wykorzystywać swoje produkty, by rozpowszechniać te wartości wśród opinii publicznej.

Mówiąc wzniośle, ale wcale nie na wyrost, działalność Patagonii to próba zakwestionowania kultury konsumpcji, która jest jedną z przyczyn globalnego kryzysu ekologicznego. Chouinard mowi: ”(W Patagonii) ochrona środowiska to nie coś, co robimy po godzinach. To powód, dla którego jesteśmy w biznesie i codziennie przychodzimy do pracy.”

Jedna z reklam Patagonii brzmiała : „Nie kupuj tej kurtki.” Była to genialna strategia marketingowa, ale poparta realnym wyciągnieciem ręki w stronę ekologii. Plakat reklamowy nawoływal konsumentów, by zawsze porządnie zastanowili się, zanim kupią nowe ubrania, i informował, że firma zobowiazuje się do ich naprawy, recyklingu, i znalezienia nowego domu ubraniom już nienoszonym. Ale także tworzenia ubrań wielofunkcyjnych, o najwyższej jakości, służących przez lata. Nie były to tylko puste słowa – firma posiada w swych archiwach niemal wszystkie materiały kiedykolwiek użyte przez nią w produkcji, a jej magazyn w Reno ma największy zakład naprawy odzieży w Ameryce Północnej. Nagrywają filmiki instruktażowe, by każdy mógł dokonać naprawy samodzielnie. Niektóre większe sklepy również mają możliwość dokonania mniej skomplikowanych napraw.

Rose Marcario, CEO Patagonii, mówi, że żyjemy w kulturze, w której wymiana na nowe jest królem. Jesteśmy tylko konsumentami, a nie właścicielami rzeczy, które kupujemy. Właściciel ma bowiem prawo być odpowiedzialny za swój zakup, od czyszczenia do naprawy, po dzielenie się nim. Niejasne zasady naprawy zapewniane przez większość firm, odmowa naprawy ze wzgledu na szeroko rozumiany ubytek „z winy konsumenta” – to wszystko sprawia, że kupujemy tanią bylejakość, nosimy kilka razy, wyrzucamy i kupujemy nowe – przyczyniając się do ekologicznej katastrofy.

Reklama odbiła się szerokim echem.  Echem bardzo entuzjastycznym, ale nie brakowało głosów, że chcąc rzeczywiście przysłużyć się planecie, firma powinna się po prostu zamknąć. Odpowiedź firmy oraz fanów marki była mocna – biznes jest jednym z najpotężniejszych narzedzi do dokonania zmiany. Gdyby firma nie istniała, nie stworzyłaby m.in. World Trout Initiative chroniącej pstrągi i łososie, Common Thread Initiative, dzięki której z 45 ton starych ubrań stworzono 35 ton nowych, nie byłoby firmy produkującej polary z butelek po napojach gazowanych (!). Nie byłoby przykładu dla innych.

„Let my people go surfing” to też wyśmienita lekcja dla wszystkich obecnych i przyszłych biznesmenów, jak stworzyć miejsce pracy, do którego pracownicy z przyjemnością będą przychodzić. Chouinard mówi, że nie obchodzi go, kiedy ktoś pracuje, ważne, żeby robota była wykonana. Jako szanujacy się surfer zdaje sobie bowiem sprawę, że idzie się surfować wtedy, gdy fale mają wysokość 6 stóp i jest dobry wiatr, a nie planuje surfowanie na wtorek o drugiej. Jego pierwszym biznesem był zakład kowalski (wytwarzający najlepszy wówczas na świecie sprzęt do wspinaczki), który zamykał się zawsze wtedy, gdy były dobre fale do surfowania.

W jego firmie zaciera się granica między pracą, przyjaciółmi i rodziną. Dodatkowo, już od 1983 (!!) oferuje swoim pracownikom w miejscu pracy centrum opieki nad dziećmi.

Pewnie ktoś się żachnie że taaa, taka firma i tak więcej powoduje szkód niż pożytku. Że i tak chodzi o kasę. To wszystko prawda, ale nie da się nie docenić przeogromnej pracy, którą Patagonia wykonała. Przede wszystkim w pokazywaniu innym firmom, że można inaczej, że można lepiej, można bardziej. Gdyby każda firma na świecie tak podchodziła do sprawy, ziemia byłaby w zupełnie innej kondycji.

Let my people go surfing
Niesamowity Fitz Roy w moim obiektywie. Zapiera dech, prawda?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.